|
O Wojnie,
czyli o co w tym wszystkim chodzi
Operation
Flaspoint jest to pewnego typu symulacja żołnierza na
polu walki. Na pewno nieraz zetknęliście się z grami,
które w jakiś sposób próbowały oddać realia
konfliktu z punktu widzenia żołnierza. Jednakże z
reguły kończyło się na tym, że do naszych zadań
należało wytępić jak największą ilość przeciwników.
Samemu, lub z pomocą ludzi oddanych pod nasze dowództwo.
Stosunkowo
niezłym produktem były dwie pierwsze części Delta
Force (o trzeciej zapomnijmy) jednak i tam to my czuliśmy
się panami całego pola walki. Operation Flashpoint
jest pierwszym produktem, gdzie realia współczesnego
pola walki oddane zostały z niesamowitą dawką
realizmu. Po pierwsze: Nie jesteśmy dowódcą.
Przynajmniej nie jesteśmy nim na początku. Po drugie:
Jak już trafiasz na akcję to wiesz, że możesz zginąć
od pojedynczej kuli wystrzelonej z broni przeciwnika
(czasami też można zostać zabitym przez swoich -
pozdrawiam i przepraszam gen. TNT). Nie znajdziesz tu
paska zdrowia, czy czegoś w tym stylu.
Przez
pierwszych kilka misji nie wiesz skąd do ciebie
strzelają, a czasem strzelasz po prostu na postrach, bo
wydawało Ci się, że kogoś tam w krzakach zauważyłeś.
Z czasem przyzwyczajasz się do warunków panujących w
czasie wojny, ale i tak nie jest łatwo. Często giną
nawet Ci najbardziej doświadczeni.
OF
przedstawia konflikt zbrojny z 1985 roku między Związkiem
Radzieckim, a Stanami Zjednoczonymi. ZSRR zajęło kilka
wysp, a amerykanie ruszają na pomoc demokracji. W
czasie gry dla jednego gracza opowiadamy się po stronie
amerykańskiej, ale już tryb multiplayer umożliwia nam
rozgrywkę po wschodniej stronie mocy (ale o tym gdzie
indziej).
Granie we
Flashpointa nie jest łatwe. Należy wyzbyć się
przyzwyczajeń z innych gier akcji. Tutaj działania
a'la Commando, czy Chuck Norris kończą się
automatycznie porażką. Jedynym sposobem aby jakoś
przetrwać jest skradanie się, obserwacja i czasem
trochę szczęścia.
Ktoś
chce spróbować? Zapraszamy do nas.
Gen.
Leviathan, służby informacyjne
|